Powieść rozpoczyna się od premiery w teatrze „Variétés” najnowszego spektaklu – „Jasnowłosa Wenus”. Zbiera się cała śmietanka towarzyska Paryża. Główną atrakcją przedstawienia ma być nikomu nie znana jeszcze, nowa aktorka – Nana. Dyrektorem teatru jest Bordenave. Rozmawia przed rozpoczęciem z dziennikarzem – Faucherym, chce, żeby ten, w swoim piśmie „Figaro” umieścił recenzje sztuki. Poznajemy innych bohaterów powieści – La Faloisa, Mignona – męża aktorki – Róży Mignon, Steinera – bankiera, Dagueneta, o którym wszyscy mówią, że jest facetem Nany. Tłumy zjeżdżają się do teatru – Lucy Stewart, Karolina Hequet z matką, Blanka de Sivry, hrabia Ksawery de Vandeuvres i wielu innych. Wszyscy niecierpliwie czekają na rozpoczęcie spektaklu. Spektakle takie były w Paryżu okazją do pokazania się, a także usłyszenia nowinek, plotkowania. Wszystkie kobiety wkładały najlepsze suknie, a panowie starali się pokazywać w towarzystwie najładniejszych pań. Każdy wiedział, że później przez długi czas będą o tym mówić.
Rozpoczął się spektakl. Na scenę weszła Róża Mignon jako Diana. W piosence skarżyła się na Marsa, że porzucił ją dla Wenus. Później na scenie pojawił się Prulliere w roli Marsa. Miał już dosyć Diany, bo zadzierała nosa. Był zabawny w roli amanta i wzbudził śmiech publiczności. Następne sceny były nudne. Wszyscy niecierpliwie czekali na Nanę. Wreszcie ukazała się Wenus – „Bardzo wysoka i jak na swoje osiemnaście lat bardzo tęga, w białej tunice bogini, z długimi blond włosami rozpuszczonymi na ramiona. Nana spokojna i pewna siebie zstąpiła ku rampie, śmiejąc się do publiczności”. Zaczęła śpiewać piosenkę. Publiczność spojrzała na siebie zdziwiona – jej głos był fałszywy i prymitywny. Nie umiała także poruszać się na scenie, kołysała się tylko wulgarnie i bez wdzięku. Wszyscy zaczęli wzdychać zawiedzeni, gdy wtem gdzieś z parteru dobiegł głos: „Bajeczna!”. Powiedział to młodziutki, jasnowłosy chłopak, który rozpalony wytrzeszczał oczy na Nanę. Wszyscy zaczęli dostrzegać, że dziewczyna jest jednak urocza i zabawna. Koniec sceny był mniej porywający, wreszcie skończyła się część pierwsza, wszyscy wyszli na przerwę. Głosy były różne, niektórzy powtarzali: „Okropna”, inni: „Wspaniała”. La Faloise uznał, że Nana jest ładna, powinna jednak szkolić głos. Niektórzy twierdzili, że spektakl będzie kompletną klapą.
Rozpoczął się akt drugi. Dekoracją było wnętrze „Czarnej Kuli”, przedmiejskiej spelunki. Postacie w maskach karnawałowych śpiewały wesołą piosenkę. Numer ten tak rozbawił publiczność, że aktorzy musieli bisować. Bogowie w spelunce dla niepoznaki byli przebrani. Akcja toczyła się dalej. Wulkan uganiał się za Wenerą, która weszła przebrana za handlarkę ryb. Nana, biała, pulchna i mocna w gębie świetnie pasowała do tej roli. Tak podbiła publiczność, że zupełnie nie zwracała uwagi na Różę Mignon. Rozpoczęła się kolejna przerwa, a po niej akt trzeci. Dekoracje przedstawiały tym razem grotę na stokach Etny, wydrążoną w kopalni srebra. Diana umawiała się z Wulkanem, który miał udać, że wyjeżdża, by ustąpić Marsowi i Wenus miejsca. Na scenie ukazała się Wenus – „Dreszcz przebiegł przez salę. Nana była naga. Ukazywała swą nagość spokojnie i zuchwale, pewna wszechmocy swego ciała. Otulała ją tylko gaza. Krągłe ramiona, piersi amazonki o różowych pękach sterczących i sztywnych jak lance, szerokie biodra kołyszące się lubieżnie, uda bujnej blondyny, wszystkie wdzięki jej ciała wyzierały z powiewnej, białej jak piana tkaniny. Spowijał ją jedynie płaszcz włosów. Była to Wenus wyłaniająca się z fal morskich”. Mężczyźni patrzyli z napięciem, dziewczyna rozpaliła w nich szał zmysłów. Na scenie zjawił się Wulkan, który pławił się w pieszczotach obydwu kobiet. Diana wściekła odeszła, a Wenus zaczęła uwodzić Marsa. Tuliła go do siebie, zarzuciła mu ramiona na szyję. Na sali pojawił się Fontan, wyrażający zabawna mimiką zazdrość męża, który przyłapał żonę na zdradzie i złapał ich w sieć. Sztuka skończyła się, cały Olimp defilował przed parą zakochanych. Publiczność była zachwycona, Bordenave tryumfował.
Poznajemy bliżej Nanę. Jest kochanką Daugeneta, ledwo wiąże koniec z końcem, wciąż nachodzą ją wierzyciele, ma oddaną pokojówkę Zoe. Nana martwi się swoimi długami, za mieszkanie nie płaciła od 3 miesięcy, nachodzą ją też inni, u których ma niespłacone rachunki. Jej największym zmartwieniem jest jednak Ludwiś, jej dziecko, które zostawiła na wychowanie mamce, teraz jednak chciała by je odzyskać. Musi jednak spłacić mamkę, by zabrać dziecko, a na to nie ma pieniędzy. Do Nany przyszła Tricona, kobieta, która umawiała ją z klientami. Przyszła, by zawiadomić dziewczynę, że o trzeciej ma klienta. Przychodzi fryzjer, który przynosi gazetę „Figaro”, jest tam bardzo pochlebna recenzja wczorajszego spektaklu. Nana wyszła do klienta, tymczasem zaczęli schodzić się do niej mężczyźni, których Zoe zręcznie rozmieszczała w różnych pomieszczeniach. Wróciła Nana, lecz kazała wyrzucić wszystkich gości. Jednak, gdy przyszli markiz de Chouard i hrabia Muffat, Zoe ich wpuściła. Nana przyjęła ich bardzo grzecznie, panowie powiedzieli, że są członkami towarzystwa dobroczynności i zbierają pieniądze na biednych. Nana dała im pięćdziesiąt franków i obiecała, że następnym razem ofiaruje więcej. Gdy dziewczyna sądziła, że już wszyscy sobie poszli, natknęła się w jednym z pokoi na młodziutkiego chłopca, który trzymał bukiet kwiatów. Chłopak miał siedemnaście lat i nazywał się Jerzy Hugon. Chłopiec, gdy podał Nanie kwiaty, rzucił się jej do rąk i zaczął je całować. Odepchnęła go, a potem odprowadziła do drzwi i pozwoliła przyjść innym razem. Znów rozległy się dzwonki, zaczęli schodzić się kolejni mężczyźni. Nana przygotowywała się do wieczornego spektaklu. Przyjęła tylko Labordette’a, któremu powiedziała, że zabiera go na obiad, a potem do teatru. Wyszła z mężczyzną tylnymi drzwiami, uciekając pozostałym.
Dalsze losy Nany koncentrują się na zdobywaniu kolejnych kochanków, adoratorów i wyciąganiu od nich pieniędzy na swoje kaprysy. Warstwa wyższa gardzi Naną, co dobitnie pokazuje sytuacja, gdy Steiner, ówczesny kochanek Nany, kupuje jej posiadłość w Mignotte. Niedaleko znajdował się pałacyk pani Hugon. Narzekała ciągle, że taka kobieta mieszka w sąsiedztwie. Nana zaś była szczęśliwa, jak nigdy. Jerzy, syn pani Hugon, wymykał się do niej codziennie. Dziewczyna czuła się, jak zakochana nastolatka. Ciągle figlowała z chłopakiem, w jego ramionach wydawało jej się, że ma osiemnaście lat. Wieś bardzio ją rozczulała. Mieszkała w domu z Zoe i Ludwisiem. Szóstego dnia pobytu Nany na wsi, zjechało się do niej mnóstwo gości – Mignon z synami, Henrykiem i Karolem, Labordette, Lucy stewart, Karolina Hequet, Tania Nene, Maria Blond, la Faloise z Gagą i jej córką Amelią. Dnie spędzała teraz z całym towarzystwem, noce z Jerzym, który ciągle się do niej zakradał. Hrabia Muffat, który również przebywał wówczas u pani Hugon, domyślił się tego i był zazdrosny o chłopaka. Sam od jakiegoś czasu zabiegał o względy Nany, ciągle odrzucany. W posiadłości pani Hugon najprawdopodobniej rozpoczął się też romans hrabiny Muffat z Faucherym, hrabia jednak tego nie zauważał. W niedziele całe towarzystwo Nany postanowiło wybrać się na przejażdżkę do ruin Chamont. Nana namówiła Jerzego, żeby jechał razem z nimi, chłopak więc skłamał tym razem w domu, że jedzie do lekarza do Orleanu, zasięgnąć porady w sprawie swoich częstych migren. Na nieszczęście chłopaka, tego samego dnia, całe towarzystwo pani Hugon postanowiło udać się na spacer. Wówczas zauważyli powozy Nany i jej towarzystwa. Wstrząśnięta pani Hugon zobaczyła Jerzego siedzącego obok Nany.
Podczas obiadu hrabia Muffat podjął decyzję, że uda się wieczorem do Nany. Jerzy nie...
